czekolada wojskowa

Wojskowa czekolada – historyczna ciekawostka, czy coś wartego spróbowania?

Czekolada od dziesięcioleci jest stałym składnikiem wojskowych racji żywnościowych. We wszystkich niemal armiach świata uznano, że jest to rodzaj słodkości, który nie tylko zwiększa morale żołnierzy, ale też jest im w stanie zapewnić niezbędny zastrzyk energii w kryzysowych sytuacjach. Zazwyczaj czekolady produkowane na potrzeby wojska różnią się znacznie składem od tych produkowanych na rynek cywilny.

Amerykańska firma Hershey stworzyła na przykład batoniki czekoladowe, które nie roztapiały się w wysokich temperaturach, tak aby można je było rozdać żołnierzom walczącym na Pacyfiku. Niektóre czekolady jednak nie różniły się przesadnie jakością od swoich odpowiedników komercyjnych. Co więcej, niektóre z nich były ponoć nawet smaczniejsze. Część z nich natomiast dalej jest dostępne w sprzedaży. Tutaj postaramy się odpowiedzieć na pytanie czy warto takich czekolad spróbować.

Scho-Ka-Kola – czekolada rodem z nazistowskich Niemiec

Stworzona już w tysiąc dziewięćset trzydziestym piątym roku czekolada była początkowo przedstawiana jako produkt przeznaczony dla sportowców. Tak ją przynajmniej reklamowano podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie, które się wtedy odbywały. Szybko jednak musiano zmienić jej głównych odbiorców ze względu na agresywną politykę Hitlera, który ewidentnie ambicje sportowe cenił mniej, niż krwawy podbój. Wojsko niemieckie potrzebowało racji żywnościowych, w tym czekolady, a Scho-Ka-Kola zapełniło tą lukę bardzo szybko.

Czekolada ta była bardzo ceniona ze względu na jej wysoką zawartość kofeiny, którą zawiera w ilości niespotykanej wręcz wśród innych produktów na rynku. Był to więc pierwowzór batonika energetycznego, tylko takiego o znacznie większej mocy. Zamknięta w charakterystycznym okrągłym pudełku stała się na długie lata jednym z charakterystycznych elementów wyposażenia Wehrmachtu. Nie tylko zresztą, bo ponoć piloci Luftwaffe cenili ją najwyższą estymą. Wokół tej czekolady narosło wiele legend, które nie znalazły jednoznacznego potwierdzenia.

Niektórzy próbują dowodzić, że w jej skład wchodziła metaaamfetamina i że była to część akcji wyposażania w żołnierzy w środki psychoaktywne, które miały zwiększyć ich przydatność bojową. Niezależnie od tego, Scho-Ka-Koli udało się przetrwać koniec wojny i pozostać na rynku do dziś. Jest też dostępna w sprzedaży internetowej na terenie Polski.

Czy warto próbować wojskowej czekolady?

Kupowanie produktu tego rodzaju mierzy się z mieszanymi opiniami. Część konsumentów ( i sprzedawców) zachwala walory smakowe i energetyczne, część z kolei poddaje w wątpliwość aspekt moralny kupowania słodkości firmy, która wspierała nazistowski mechanizm wojenny.  Nie ma  wątpliwości, że czekolada wojskowa w ogólności, a ta być może w najwyższym stopniu, jest nieodłączną częścią historii światowego cukiernictwa.  Tutaj należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na nas, konsumentach leży odpowiedzialność za nasze wybory. By być bardziej precyzyjnym należy spytać jaki jest to rodzaj odpowiedzialności. Teraz, przy masowej akcji bojkotowania rosyjskich produktów, jest to pytanie bardzo zasadne.

Co więcej, pojawia się przecież coraz więcej nawoływań do bojkotowania nie tylko produktów rosyjskich, ale także produktów firm, które nie wycofały swojej oferty z rynku rosyjskiego. W takiej sytuacji zastanowić się należy, gdzie jest granica naszej odpowiedzialności konsumenckiej. Czy mamy mieć problem z kupieniem czekolady, która kształtem opakowania i tradycją nawiązuje do okropnej przeszłości narodu niemieckiego? Czy może jednak powinniśmy uznać, że rany są zabliźnione? Jak długo będziemy czekać z kupnem rosyjskich produktów po zakończeniu wojny na Ukrainie? Jak długo będą czekać napadnięci Ukraińcy? Wydawałoby się, że czekolada to temat bezpieczny, a a jednak nawet taki temat może być pretekstem do fundamentalnych rozważań. Cóż, takie czasy. Czekolada podobno całkiem smaczna.

Polacy nie gęsi i swoją wojskową czekoladę mają

Jeżeli nie mamy jednak nastroju na moralne rozważanie konsekwencji naszych zachowań, a chcemy spróbować prawdziwej wojskowej czekolady, to jest też prostsze rozwiązanie. Istnieje bowiem też czekolada produkowana specjalnie dla potrzeb Wojska Polskiego i ona też jest dostępna w sprzedaży komercyjnej. Nosi ona nazwę Chocoyoco a jej wersja gorzka o sześćdziesięcioprocentowej zawartości kakao jest dokładnie tym, czym posilają się polscy wojacy. Jeśli więc jesteśmy ciekawi, czym polski żołnierz zabija głód słodkości, to jest to rzecz do bardzo łatwego sprawdzenia. Nie udało nam się niestety zdobyć opinii naszych żołnierzy na ten temat, ale bezpiecznie można założyć, że z czekoladą jest jak z pizzą – nawet te średnie są całkiem dobre. 

Podsumowanie

W dzisiejszych czasach, kiedy mamy niemal nieograniczony wybór konsumencki, coraz ciężej jest natrafić na coś naprawdę interesującego na rynku cukierniczym. Przy tym wszystkim wojskowa czekolada to jedna z najbardziej zapomnianych nisz, więc jeśli naprawdę zajmuje nas ten temat, to warto zgłębić się w niego i samemu przekonać się czy w wojsku smak liczy się tak bardzo jak funkcjonalność. My nie obiecujemy niczego, ale z drugiej strony, jak często w ogóle zdarza się rozczarowująca czekolada?

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.